pociekły jej po policzkach.

do domu?
dyspozycji dwadziescia cztery godziny na dobe.
kurzu za frontowym oknem.
bryd¿a... ale teraz, kiedy sie nad tym zastanawiam, nie
parking, na którym bez ładu i składu porozstawiane były
znalazła.
Alex skrzywił sie i potrzasnał głowa.
rozmowy telefoniczne Pam.
ktos - nie była pewna kto - próbuje doprowadzic ja do
Nick bebnił palcami po kierownicy swojej furgonetki.
jego serce waliło tak szaleńczo, czy jej? Pachniał dymem i piżmem, a jej dotyk sprawiał, że jego twarde mięśnie
wszystko w niej topnieje. - Jestes małym, słodkim diabełkiem i
pakowania zakupów pchali terkoczące wózki do i ze sklepu, podczas gdy kilku kierowców rozglądało się za miejscem
Czy te¿ były to tylko majaczenia starego, chorego człowieka?

Znowu. Ręce jej lekko drżały i wylało się trochę kawy. Poparzyła sobie rękę. - Powiedział mi, że to nie on podpalił tartak. - Wiem. - Ale nie wiesz, co się stało. - A ty wiesz? - wyszeptała. Serce łomotało jej jak szalone. Kim jest ten człowiek, który tyle wiedział i cały czas milczał? Kim jest jej mąż, z którym się kochała? Ile tajemnic miał przed nią przez te wszystkie lata? Ile myśli zachował tylko dla siebie? - Brig pojechał do tartaku, żeby załatwić sprawę z Jedem Bakerem. Pobili się u nas w domu, ale Brig był przekonany, że Jed jeszcze nie dostał za swoje. Przyjechał za późno. Tartak stał już w płomieniach. Zobaczył Williego, wbiegł do środka i go wyciągnął. Wrócił po Jeda i starał się go wydostać. - W jego oczach nagle pojawił się mrok. Mówił ledwie słyszalnym szeptem. - Nie udało mu się, bo między nimi była ściana ognia. - A Angie? Chase odwrócił wzrok i patrzył w dal. - Brig przysięgał, że nie wiedział, że ona tam jest. Nie widział jej z Jedem. Dowiedział się później. - O Boże. - Cassidy nagle zrobiło się zimno. Poczuła się tak, jakby weszła do ciemnego, lodowatego jeziora. Przypomniała sobie pożar, sięgającą nieba ścianę płomieni, chmury dymu i wstrętny, oślepiający strach... Chase znowu na nią spojrzał. - Powiedział, że pomogłaś mu uciec. Uparłaś się, żeby wziął twojego konia. Pokiwała w milczeniu głową. - I dałaś mu medalik świętego Krzysztofa. - Wpatrywał się w nią tak uporczywie, że nie mogła odwrócić wzroku. - Chyba nosił go cały czas. Miał go tej nocy, kiedy wrócił. Łzy napłynęły jej do oczu. Zacisnęła zęby, żeby się nie rozpłakać. Kubek wypadł jej z rąk na ganek i stoczył się między paprocie i azalie. - On nigdy cię nie zapomniał, Cass. - Dlaczego wrócił akurat teraz? Odwrócił wzrok. - Chase? Co powiedział? Chase podniósł się z kanapy i usiadł na ławie, na której Cassidy trzymała bose stopy. Ujął je w ciepłe dłonie, które niosły pocieszenie. - Bo nadszedł czas. Wrócił, bo chciał się dowiedzieć, kto podpalił tartak. Wiedział, że oskarżono jego. Postanowił poznać prawdę. Miał pieniądze i sądził, że nikt go nie rozpozna. Prosił, żebym mu pomógł. Kupno drewna i cała reszta, to był tylko kamuflaż. - Ale przecież ludzie by go rozpoznali? Zgolił brodę... - Na początku nikomu by się nie pokazywał. Poza tym wyglądał inaczej. Miał złamany nos, bo przytrafił mu się wypadek, gdy pracował w tartaku. Twarz mu się trochę zmieniła. - A ty go poznałeś? Przełknął z trudem ślinę, mocniej ścisnął jej łydkę, a potem się podniósł i pociągnął ją, żeby wstała. - Oczywiście. - A ja bym go poznała? Wpatrywał się w nią przez chwilę, która wydawała się wiecznością. Odezwał się niskim, pełnym uczucia głosem, którego nie była w stanie pojąć. - Nie sądzę, Cass. Chmury odpłynęły, odsłaniając słońce. - Może chciałabym się z nim pożegnać. Objął ją mocniej i przyciągnął do siebie. - Ja też. Chwyciła go rękami w pasie i trzymała mocno. - Ja... Przepraszam, za cały ból, jaki ci zadałam. Przez Briga... - Ćśśś. To już za nami. - Jego oddech połaskotał ją we włosy. Łzy popłynęły jej po policzkach. - Tak? - Zastanawiała się, czy kiedyś naprawdę o wszystkim zapomną, czy duch Briga McKenziego będzie ich dręczył zawsze. - Musimy pozwolić, żeby to umarło. - Ale jak? Dopóki nie dowiemy się, kto podpalił tartak, kto zabił Angie, kto... - Wzdrygnęła się, i przesunęła rękami po jego plecach. Poczuła silne mięśnie pod koszulą. - Kto był ojcem jej dziecka? - Myślisz, że to on? - spytał Chase. Stał nieruchomo, a jego ciało nagle zesztywniało. - Nie wiem, o Boże, nie wiem. - Przywarła do niego rozpaczliwie, głaszcząc go po ramionach. Pocałował ją. Jego oczy jaśniały z przejęcia.

Ostatni raz zaciągnął się papierosem, upuścił go i rozgniótł obcasem.
Wiedział, ¿e na niego patrzyła.
- Ale nie o takich rzeczach, które dotyczą mnie.

rodzaju kalorie.

chronicznym niewyspaniu i w zapachu brudnych pieluch, ale kiedy
sprawdzić, co u niego, chłopca nie było.
Wyglądasz...

głębokiej koleinie, to jeszcze zapadła się, prawie do osi, cała tylna część porsche.

kilka misek. Nic nie pasowało do reszty Rozpakował wszystko,

zaśmiał? Mówił wprawdzie, że czasem to robi, ale ona nie wierzyła,